Alkoholowe konflikty na linii restauratorzy-mieszkańcy

Alkoholowe konflikty na linii restauratorzy-mieszkańcy

O kwestii sprzedaży alkoholu w restauracji pisałam już nie raz. Na łamach "Szefa Kuchni" omawiałam zagadnienia, takie jak: koncesja, ogródki piwne, sprzedaż alkoholu przez Internet, obowiązek zaopatrywania się przez restauratorów w alkohol wyłącznie u hurtowników bądź producentów, sprzedaż napojów alkoholowych przez nieletnich,  także reklama alkoholu w Internecie. Pora, by poruszyć temat, który dotyczy rozwiązań miękkich, które możesz zastosować jako restaurator by wyciszyć konflikt na linii restauratorzy-mieszkańcy.

Każda strona ma swoje racje

To, co wskażę na początku, choć jest banalne, oddaje istotę sprawy - konflikty wybuchające na tle sprzedaży alkoholu między właścicielami restauracji a mieszkańcami są bardzo trudne do rozwiązania, gdyż obie strony sporu często mają swoje, całkiem uzasadnione racje.

Z jednej strony rację ma właściciel restauracji, który twierdzi, że skoro uzyskał zezwolenie na sprzedaż alkoholu, to oczywiste, że może zdarzyć się sytuacja, gdy wstawieni goście będą czasem zachowywać się nieco głośniej niż powinni.

Z drugiej strony rację mają również mieszkańcy, którzy twierdzą, że fakt uzyskania zezwolenia na sprzedaż alkoholu nie usprawiedliwia tego, że goście restauracji krzyczą i awanturują się pod ich oknami, kiedy noc w zasadzie przeszła już w dzień, śmiecą czy załatwiają potrzeby fizjologiczne w miejscach do tego nieprzeznaczonych. Mieszkańcy, których mieszkania znajdują się na kondygnacjach położonych bezpośrednio nad restauracją, powinni przecież mieć możliwość swobodnego otwierania okien okresie wiosenno-letnim.

I tutaj rację mają także restauratorzy, którzy podkreślają, że nie mogą pilnować swoich gości i nie odpowiadają za to, że po alkoholu zachowują się niekulturalnie. Jednak tu należy zgodzić się również, choć częściowo, z mieszkańcami wskazującymi, że właściciele restauracji są w stanie usunąć skutki niepożądanych zachowań swoich gości, choćby poprzez regularne sprzątanie najbliższej okolicy restauracji.

Najlepszy sposób na rozwiązanie sporu

Tu również nie zaskoczę - najlepszym sposobem na rozwiązanie sporu zawsze będzie próba jego polubownego rozwiązania. Jako właściciel restauracji masz wiele możliwości, w jaki sposób, choć trochę, obłaskawić sąsiadów.

O sprzątaniu już pisałam. Jeżeli mieszkańcy skarżą się na zakłócenia porządku, dobrym pomysłem może okazać się zatrudnienie w godzinach nocnych ochrony, która będzie pilnowała porządku. Minimum to przynajmniej widoczne interwencje ze strony personelu restauracji, który próbuje zaradzić powtarzającym się aktom zakłócania porządku. Personel nie powinien udawać, że w zasadzie nic się nie dzieje i w ogóle go to nie obchodzi.

Z pewnością warto dbać o pozytywne relacje z sąsiadami - dobrym pomysłem mogą okazać się zniżki, okazjonalne zaproszenia do restauracji czy drobne upominki, chociażby z okazji świąt. Mieszkańcy z pewnością docenią również, jeżeli w przypadku powtarzających się incydentów, właściciele restauracji przyjmą ton przepraszający zamiast konfrontacyjnego.

Nie każde pretensje są uzasadnione

Oczywiście wybuchające konflikty nie zawsze mają uzasadnione podłoże. Często zachowanie gości restauracji nie uzasadnia aż tak gwałtownych reakcji ze strony mieszkańców, które wynikają wyłącznie z przewrażliwienia i czystej złośliwości. Jeżeli zatem zdarzy się sytuacja, że pretensje mieszkańców będą nieuzasadnione bądź będą przesadzoną reakcją na pojedyncze incydenty, warto, aby właściciele restauracji odpowiednio się zabezpieczyli. Jednym z rozwiązań jest założenie monitoringu, dzięki któremu będą w stanie udowodnić, kto ma rację w tym sporze.

Trzeba także pamiętać, co może czasem warto uświadomić mieszkańcom, że bezpodstawne wezwania policji czy straży miejskiej stanowi wykroczenie ? jeżeli mieszkańcy wzywają służby bezpodstawnie, mogą ponosić odpowiedzialność z tego tytułu.

Jeżeli działania podejmowane przez mieszkańców godzą natomiast w dobre imię i wizerunek restauracji, możliwe jest również dochodzenie swoich praw przez restauratorów (zaprzestanie tych działań, przeprosiny, odszkodowanie lub zadośćuczynienie) w oparciu o przepisy dotyczące ochrony dóbr osobistych.

Zamykanie oczu nie ma sensu

Wspomniałam już o tym, ale powtórzę raz jeszcze - jeżeli Twoi goście rzeczywiście łamią porządek publiczny, hałasują, krzyczą, dochodzi do bójek bądź głośnych, nocnych awantur, nie udawaj, że to się nie dzieje. Zamykanie oczu na podobne incydenty to najgorsza z możliwych taktyk. Nie tylko ze względu na relacje z mieszkańcami, ale także z uwagi na treść art. 18 ust. 10 pkt 3 ustawy z dnia 26 października 1982 roku o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Zgodnie z tym przepisem, w przypadku powtarzającego się co najmniej dwukrotnie w ciągu sześciu miesięcy zakłócania porządku publicznego w związku ze sprzedażą napojów alkoholowych przez dany punkt sprzedaży, w miejscu sprzedaży lub najbliższej okolicy tego lokalu, gdy prowadzący ten punkt nie powiadamia organów powołanych do ochrony porządku publicznego, organ zezwalający (wójt, burmistrz, prezydent miasta) cofa zezwolenie na handel alkoholem. Z przepisu nie tylko wynika, że mieszkańcy mogą domagać się cofnięcia zezwolenia na sprzedaż alkoholu w danej restauracji, ale przede wszystkim, iż w przypadku zakłócania porządku publicznego, to właściciel restauracji ma obowiązek zawiadamiania o takich incydentach policji lub straży miejskiej. W wypadku, gdy pozostanie bierny i będzie udawał, że nic się nie dzieje, może doprowadzić do sytuacji, w której udzielone zezwolenie na sprzedaż alkoholu zostanie mu cofnięte.

Zwróć uwagę, że ustawodawca używa tu zwrotu "cofa", a więc, w sytuacji zaistnienia przesłanek określonych w ustawie, organ wydający nie ma w zasadzie wyjścia, jego decyzja nie jest fakultatywna, ale obligatoryjna - musi cofnąć udzielone wcześniej zezwolenie na sprzedaż alkoholu.

Co ważne, wyraźnie widać w tym przypadku, że właściciel restauracji nie jest karany w tej sytuacji za nieprzestrzeganie przez gości porządku publicznego (i słusznie - trudno byłoby obarczać go taką odpowiedzialnością), ale wyłącznie za to, że takie incydenty ignoruje i nie zawiadamia właściwych służb zawsze wtedy, kiedy jest to konieczne.

Dlatego, tak jak napisałam wcześniej, zamykanie oczu nie ma sensu. Wręcz przeciwnie - może obrócić się przeciwko restauratorowi. Jestem, szczerze, ciekawa, ilu z Was wiedziało, że w ustawie alkoholowej znajduje się taki przepis.

Choć nie uda nam się jednoznacznie rozwiązać zaognionego konfliktu, z jednej strony trzeba pamiętać, że właściciel restauracji ma prawo prowadzić działalność i sprzedawać alkohol w określonych godzinach, w tym w nocy. Z drugiej strony mieszkańcy mają prawo do niezakłóconego zamieszkania i odpoczynku w nocy. To ich święte prawo, nikt nie chciałby przecież, aby jakakolwiek działalność zakłócała mu normalne funkcjonowanie.

Niestety to właściciel restauracji jest w tym sporze stroną słabszą, to on może stracić zgodę na dalszą sprzedaż alkoholu w lokalu.

Dlatego też, jeżeli pojawiają się jakiekolwiek problemy z porządkiem publicznym w związku ze sprzedażą alkoholu w Twojej restauracji, reaguj. Dbaj o dobre relacje z sąsiadami, a jeżeli trzeba, wzywaj odpowiednie, powołane do tego służby. Udawanie, że ten problem nie istnieje, może się niestety odbić olbrzymią czkawką.

autor: Marta Kosecka, adwokat, właścicielka Kancelarii Adwokackiej w Gdyni, autorka bloga przepisnagastronomie.pl