Walentynki w hotelu - jak wykorzystać potencjał święta zakochanych w restauracji

Walentynki w hotelu - jak wykorzystać potencjał święta zakochanych w restauracji

Walentynki to jedno z tych świąt, które w gastronomii potrafi zrobić różnicę. Nie tylko pod względem obrotu, ale też wizerunku restauracji i całego hotelu. To moment, w którym goście oczekują emocji, wyjątkowej atmosfery i niezwykłej kolacji. Dla nas, szefów kuchni, to szansa, by pokazać coś więcej niż tylko technikę - by zbudować doświadczenie, które zostanie w pamięci naszych gości.

Nie tylko czerwone serduszka

Wielu menedżerów traktuje walentynki jako okazję czysto komercyjną. Tymczasem to święto działa, bo dotyka emocji. Goście przychodzą nie po posiłek, ale po przeżycie - chcą spędzić czas razem w atmosferze ciepła, elegancji i dopieszczenia szczegółów. Dlatego cała koncepcja, zaczynając od menu, aż po sposób serwisu, powinna opowiadać historię i tworzyć spójną całość.

Nie ma znaczenia, czy pracujesz w hotelu pięciogwiazdkowym, czy w kameralnym obiekcie SPA. Liczy się pomysł, konsekwencja i spójność. Goście czują, kiedy kuchnia, obsługa i wystrój mówią wspólnym językiem.

Menu z emocjami, a nie z kalkulatorem

Oczywiście food cost trzeba liczyć, ale to nie on gra tu pierwsze skrzypce. Menu walentynkowe powinno być krótkie, przemyślane i spójne. Trzy-cztery dania to maksimum: przystawka, która zostanie w pamięci, danie główne, które rozpali zmysły i deser, który będzie gorącym dopełnieniem kolacji.

Warto postawić na składniki, które kojarzą się z przyjemnością i lekkością oraz są afrodyzjakami: owoce morza, czekolada czy warzywa sezonowe (w lutym świetnie sprawdzają się m.in. burak i seler naciowy). Trzeba pamiętać przede wszystkim o produktach, takich jak imbir, kakao czy wanilia. Dania powinny być sensualne, aromatyczne, z ciekawymi teksturami, aby zapewnić smaki angażujące wszystkie zmysły.

Osobiście lubię, gdy walentynkowe menu jest dialogiem na talerzu - coś dla niej, coś dla niego, ale razem tworzą całość.

W Hotelu Hilton Warsaw City

Jak co roku dokładamy wszelkich starań, aby nasi goście czuli się naprawdę wyjątkowo już od chwili przekroczenia progu hotelu. W recepcji wita ich zawsze uśmiechnięta i profesjonalna załoga gotowa służyć pomocą na każdym etapie wizyty.

Na gości czeka również wyjątkowa kolacja serwowana w części restauracyjnej, gdzie nasz "mały kucharz" zabiera uczestników w świat niezapomnianych doznań kulinarnych. Mowa oczywiście o kolacji Le Petit Chef, podczas której prezentowane są cztery znakomite kompozycje smakowe. Na przystawkę "Magiczna zupa", czyli kremowa zupa ziemniaczano-porowa z espumą parmezanową, chipsem z szynki parmeńskiej i oliwą szczypiorkową. Na drugie danie - AI Kitchenrobot - proponujemy filet z dorsza podany na musie z dyni hokkaido i galangalem. Do tego groszek cukrowy i sałatka z kopru włoskiego i cytrusów. Jako danie główne, czyli Le Grand Chef, goście będą mieli okazję skosztować polędwicy wołowej en cro?te z foie gras, musem grzybowym i sosem pieczeniowym. Na deser - Candyland - otrzymają ciasto czekoladowe Cremeux oraz malinowe galaretki z kruszonką czekoladową, dodatkiem yuzu i sorbetem z czerwonej porzeczki.

Więcej niż kolacja

W hotelach często rozdziela się "restaurację" od "reszty oferty". A to błąd. Walentynki to idealna okazja do współpracy między działami: kuchnią, F&B, recepcją i marketingiem. Jeśli restauracja przygotuje kolację, a hotel dołoży romantyczny nocleg, masaż dla dwojga czy śniadanie z bąbelkami - zyskujemy coś, czego nie da się zamówić przez aplikację.

Detale, które robią klimat

Walentynki to nie tylko menu - to również odpowiedni nastrój. Światło, muzyka, tempo serwisu, zapach w sali - wszystko ma znaczenie. Warto unikać przesady. Nie trzeba serc na każdym talerzu. Lepiej postawić na subtelność: ciepłe świece, czerwone akcenty, eleganckie serwetki, może jedna róża na stoliku.

Goście zapamiętają nie dekorację, a sposób, w jaki się czuli. Jeśli obsługa uśmiecha się szczerze, to i kucharze podadzą serce na talerzu.

Błędy, które zabijają magię

Najczęstszy grzech to zbyt rozbudowane menu. Moim zdaniem czas walentynkowej kolacji nie jest momentem na degustacyjne maratony. Ludzie chcą rozmawiać, patrzeć sobie w oczy - nie liczyć, ile jeszcze talerzy przed nimi, chcą po prostu spędzić czas we dwoje.

Drugi problem to brak przygotowania logistycznego. Jeśli restauracja pracuje na pełnych obrotach, warto zadbać o mise en place i synchronizację z obsługą sali. Goście wybaczą chwilę oczekiwania, ale nie chaos.

Trzeci błąd - brak autentyczności. Walentynki to nie karnawał z serduszkami. To święto emocji, a emocje wymagają szczerości. Jeśli danie wygląda jak z katalogu, ale nie ma w nim duszy - gość to wyczuje.

Jak mierzyć sukces?

Walentynki to nie tylko zysk z jednej kolacji. To moment, który może przyciągnąć nowych gości - pary, które wrócą po roku, albo zarezerwują stolik na rocznicę. Warto zbierać opinie, robić zdjęcia potraw i receptur, a także budować komunikację wokół wydarzenia.

Dla zespołu to ogromna szansa na integrację. Fajnie jest widzieć kucharzy, którzy po serwisie wychodzą na salę, żeby zobaczyć, jak goście reagują, czy są zachwyceni, czy może jednak zdegustowani. To najlepsza motywacja.

Walentynki w hotelu to nie tylko kolacja - to cały spektakl, w którym kuchnia gra główną rolę. Trzeba zadbać o smak, detale, emocje i współpracę zespołu. Bo gdy goście wychodzą z uśmiechem, nie pamiętają wyłącznie tego, ile kosztowało menu - pamiętają za to, jak się czuli, a przecież o to chodzi w gastronomii.

autor: Marcin Galik, szef kuchni Hotelu Hilton Warsaw City w Warszawie